sobota, 16 maja 2015

Ta ostatnia sobota…

Źródło: autorem zdjęcia jest Sebastian Szczepańczyk.
To już koniec. Ostatni mecz Stevena Gerrarda na Anfield Road już dziś o 18:30 z Crystal Palace. Dlaczego warto z szacunkiem pożegnać jedną z wielkich legend ligi Angielskiej? Dlaczego warto pamiętać o tym ile dobrego zrobił a nie tylko o wpadkach? 

Przygoda Gerrarda w zespole Liverpoolu zaczęła się w roku 1988, w zespole juniorskim Liverpoolu. Seniorska kariera rozpoczęła się 29 listopada 1998 roku meczem z Blackburn Rovers, gdzie Stevie G wszedł z ławki rezerwowych. Jeszcze w tym samym sezonie rozegrał swój pierwszy mecz od pierwszej minuty, kiedy to w spotkaniu Pucharu UEFA zagrał przeciwko Celcie Vigo. Łącznie we wszystkich rozgrywkach rozegrał jak na razie 706 spotkań strzelając 183 bramki.

Wielki przywódca

Nikt nigdy nie zapomni Gerrardowi tego, jak wielkim przywódcą był i jak wielki charakter, który motywował resztę drużyny posiada. Tych cech nikt mu nie odbierze, bo chyba każdy tak go zapamięta, jako człowieka, który wielokrotnie swoją osobą sam podnosił cały zespół do walki do końca spotkania i nie poddawania się w momencie kryzysu drużyny. Gerrard Houlier powierzając mu opaskę kapitana po Samim Hyypi dobrze wiedział co robi - taki kapitan to skarb dla każdej drużyny. Nie do ocenienia jest tutaj jego pamiętna postawa w meczu finału Ligi Mistrzów z AC Milan w Stambule w roku 2005. To on strzelił wtedy pierwszą bramkę i prowadził cały zespół do końcowego triumfu. Jednak Gerrard to nie tylko Stambuł, Gerro to także wiele innych wspaniałych spotkań, gdzie jako kapitan czy jeszcze wcześniej gdy tej opaski nie miał dawał z siebie 100% i robił wszystko by tylko jego ukochany klub, którego herb tak często całował po strzelonej bramce, mógł wygrać spotkanie. Osobiście nigdy nie zapomnę poprzedniego sezonu i przemowy Gerrarda po zakończonym spotkaniu z Manchesterem City na Anfield. Był to bardzo ważny moment całego sezonu jednak to jak Steven mówił i motywował swoich kolegów z zespołu zrobiło na każdym olbrzymie wrażenie. Stevie G słynął właśnie z tej cechy najbardziej, z cechy prawdziwego przywódcy drużyny, który wskoczy za swoimi kolegami w największy ogień by tylko pomóc w wygranej. Jest jeszcze jedna cecha Gerrarda, która zanika w nowoczesnym footballu, czyli lojalność wobec klubu i kibiców. Kapitan grał o coś więcej niż o większą tygodniówkę czy lepszy kontrakt reklamowy. Grał dla klubu i dla kibiców, dlatego też nigdy nie odszedł do rywala z Anglii (Chelsea) czy giganta światowego jakim jest Real Madryt. Mimo, że oferty przychodziły z innych zespołów zawsze chciał grać dla jednego klubu. Odchodzi teraz na tzw. piłkarską emeryturę do LA Galaxy, ale jeszcze nie zagrał tam ani sekundy a już się mówi o tym, że być może w niedługim czasie dołączy do sztabu trenerskiego. Nic dziwnego.Jego charyzma i charakter oraz wola walki do końca mimo, iż już tylko na ławce na pewno będzie wspierała zawodników tylko właśnie z ławki trenerskiej.

Brakło tylko jednego.

Gerrard to jedyny zawodnik, który strzelił bramkę w finale FA Cup, Pucharu UEFA i  Ligi Mistrzów. Wszystkie te puchary zdobył, tak samo jak Puchar Ligi czy Tarcze Wspólnoty. Zabrakło mu tylko jednego trofeum -mistrzostwa Anglii. Trzy razy Gerrard zdobył wicemistrzostwo Anglii, za każdym razem tracąc mniej punktów do klubu, który to mistrzostwo zdobywał. W sezonie 2001/2002 do Arsenalu 7 punktów, w sezonie 2008/2009 4 punkty do Manchesteru United i w poprzednim sezonie tylko 2 do Manchesteru City. Może tylko puchar Ligi Mistrzów za finał w Stambule chciałby zostawić Gerrard w swojej gablocie, a za ten upragniony tytuł mistrzowski oddałby wszystkie inne nagrody, które zdobył podczas pobytu w Liverpoolu. Nie spełnił się też Stevie G w reprezentacji. Pamiętne pokolenie graczy pokroju Gerrarda, Lamparda czy Terrego, a także wielu innych, nigdy nie wzniesie do góry żadnego trofeum za rozgrywki reprezentacyjne. Może mógł Gerrard jednak jeszcze poczekać jeden sezon, może za rok Liverpool by się obudził i powalczył raz jeszcze o tytuł? Cóż, następna szansa na tytuł dla The Reds będzie pierwszą szansą na zdobycie mistrzostwa już bez wielkiego kapitana jakim był Stevie G.

Strzelał piękne bramki z rzutów wolnych zanim to było modne

Stevena Gerrarda oprócz charakteru typowego boiskowego walczaka, charakteryzowała jeszcze jednak cecha. Cecha ta pozwoliła mu strzelić bardzo dużo pięknych bramek. Mowa tu oczywiście o silnym i precyzyjnym uderzeniu z dystansu. Wiele razy to właśnie te uderzenia doprowadzały kibiców The Reds to ekstazy, a kibice innych drużyn mimo, iż ich drużyna straciła bramkę to i tak podziwiali jej piękno. Kapitan The Reds wielokrotnie popisywał się też pięknymi strzałami z rzutów wolnych. Szczególnie chyba w tym względzie upatrzył sobie Manchester United. Pamiętam wiele jego pięknych uderzeń właśnie z rzutu wolnego przeciwko Czerwonym Diabłom. Gerrard lubił też strzelać rzuty karne, które niezwykle rzadko marnował. Słynął i słynie nadal z dobrego długiego podania oraz dużej boiskowej inteligencji, która wielokrotnie otwierała drogę do bramki jemu bądź któremuś z jego kolegów z zespołu. Często, szczególnie w sezonach, gdzie Liverpool bił się o najwyższe laury, Gerrard był mózgiem każdej akcji Liverpoolu. 

Gerrard wielkim piłkarzem jest!

Pozwoliłem sobie  sparafrazować Gombrowicza, ponieważ nic nigdy nie odbierze Gerrardowi wielkości jego piłkarskiej kariery przynajmniej wśród kibiców The Reds. Kto wie może, gdy wróci jako członek sztabu szkoleniowego na Anfield można będzie zmienić ten podtytuł na Gerrard wielkim trenerem Liverpoolu jest? Odpowiedź na to pytanie to jednak daleka przyszłość. A teraźniejszość mówi nam o tym, że już dziś Anfield będzie tonąć w łzach w tęsknocie za swoim kapitanem, ale także człowiekiem lojalnym do końca. Nawet decyzję o wolnym transferze do LA Galaxy można wybronić, ale to dysputa na inny artykuł. Dziś Anfield chce pożegnać swojego najwierniejszego piłkarza, który nigdy nie będzie szedł sam! Pozwólmy kibicom The Reds na to i sami jako kibice innych drużyn okażmy szacunek, bo chyba każda drużyna ma takiego zawodnika, którego kibice żegnają ze łzami w oczach i chyba każdy chce, by w momencie pożegnania wszyscy mieli do tak owego szacunek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz