sobota, 17 stycznia 2015

You'll never walk alone- nigdy nie będziesz szedł sam

Źródło: oficjalny profil Liverpoolu na Facebooku.


To nie będzie artykuł pełen statystyk, danych dotyczących meczu, to nie będzie artykuł, który pokaże jakieś błędy Rodgersa i jego zawodników. To jest i będzie artykuł pełen emocji- moich emocji.  



Po raz pierwszy w artykule na tym blogu przyznam się do kibicowania Liverpoolowi. The Reds oraz cała otoczka związana z tym wielkim klubem towarzyszy mi od sezonu 2002/2003, wtedy po raz pierwszy obejrzałem mecz LFC z United. W moim rodzinnym domu każdy kibicował jednej drużynie. Była to drużyna Fergusona, drużyna z Manchesteru. W domu każdy patrzył z podziwem na drużynę, którą sir Alex zbudował w tamtych latach. Unoszeni na sukcesach jeszcze z XX wieku United grali dobry dla oka football, dziadek, wujek czy tata nigdy nie przestali i nadal kibicują "swoim''. Z rodzinnej tradycji wyłamałem się ja. Niepozorny chłopak ze zwykłego domu, gdzie piłka nożna była najlepszą odskocznią od codziennych obowiązków. Razem z kolegami zaczęliśmy biegać za piłką najpierw na stadionie, później orliku czy sali. Z tego okresu nigdy nie zapomnę naszych dziecięcych kłótni o to, który klub jest lepszy. Wśród nas byli kibice Arsenalu, Chelsea, Realu czy Barcelony. Był to wspaniały okres, w którym każdy z nas mimo młodego wieku zażarcie bronił swojego wyboru. W późniejszym okresie, kiedy tato zamówił do domu canal+ z pakietem sportowym, co tydzień schodziliśmy się do mnie czy do kolegi na mecze Angielskiej ekstraklasy. Lata mijały a ja nadal miałem tylko jedno marzenie, pojechać kiedyś na Anfield Road i uścisnąć rękę Stevena Gerrarda, mojego największego idola, człowieka którego zawsze chciałem oglądać w pierwszym składzie z opaska kapitana na ramieniu. Gdy biegałem po boisku, zawsze wzorowałem się na nim. Środek pola, dobry cross przez całe boisko i w końcu całkiem niezły strzał z dystansu. Jednak wiem, że nigdy nie dorównam Kapitanowi, nigdy też nie wybiegnę tak jak on na murawę Anfield i nie zagram przeciwko tylu wspaniałym klubom. Po drodze mojego kibicowania pamiętam piękny sezon z wicemistrzostwem za plecami United, z tego sezonu nigdy tez nie zapomnę 4-1 na Old Trafford czy 4-0  z Realem u siebie na Anfield w Lidze Mistrzów. Nie zapomnę wielkiego powrotu w Stambule czy finału FA Cup z West Hamem, wspaniałego finału Pucharu Ligii z Cardiff City i wielu innych trofeów zdobytych podczas lat, w których patrzę na ten zespół z wielkim podziwem. Jednak nie zapomnę też jednego sezonu, sezonu w którym Brendan Rodgers odbudował potęgę Liverpoolu. I choćby miała być to tylko jedna jaskółka na niebie to była to wspaniała jaskółka, która przyszła w najmniej oczekiwanym momencie dla kibiców Liverpoolu i dała im to czego od sezonu 08/09 nie mieli- walkę o tytuł.

Kampania 2013/14

Ile razy wspominam ten sezon tyle razy łezka w oku się kręci. Każdy mecz tej kampanii obejrzałem, czasami dzięki nagraniu czasami gdzieś w Internecie, ale każdy. Najważniejsze mecze uważnie oglądałem przed telewizorem, dlatego doskonale pamiętam pierwszy mecz sezonu ze Stoke, pokonanie United u siebie i na wyjeździe i dużo innych spotkań, których nie będę wymieniał, żeby nie przedłużać. Najbardziej jednak w pamięć zapadło mi spotkanie wygrane u siebie z City 3-2. Z nieba do piekła i z powrotem do nieba. Piękny mecz, piękna wygrana i moim zdaniem najlepiej zaśpiewane You'll never walk alone odkąd kibicuje The Reds. Mecz na którym z emocji zdarzyło mi się płakać   z radości i ze smutku. Wspaniałe zwieńczenie kampanii, szkoda że zabrakło kropki nad i z Chelsea  i Crystal Palace. Pamiętam gdy podczas meczu z The Citizens do pokoju wszedł tata. Powiedział wtedy: ,, Synu, dobrze by było gdybyście zdobyli ten tytuł, gracie świetna piłkę, ja to kupuje. Manchester City nie zrobił za dużo dla tego tytułu.'' Można się nie zgodzić z tymi słowami, jednak gdy słyszysz je w momencie kiedy parę tygodni wcześniej jeszcze rywalizowaliście podczas meczu UTD-LFC to naprawdę robi Ci sie lepiej na sercu. Tak, przegraliśmy tytuł, ale żaden kibic nie może czuć się zawiedziony. Walczyliśmy do końca, piłkarze na trybunach, sztab na treningach i na ławce trenerskiej, kibice na trybunach i przed telewizorami. Stoczyliśmy walkę, która pozwoliła nam uwierzyć, że wierność popłaca, że można odnieść sukces nawet nie mając transferów za wiele milionów. Można się śmiać z wydarzeń, które nastąpiły później, nawet to rozumiem, każdy kibic drużyny przeciwnej będzie chciał ośmieszyć zespół, z którym rywalizują, lecz za tamtą kampanie szacunek im sie należy, błędy popełnia każdy z nas. Niekiedy tylko te błędy są mniej kosztowne, niekiedy bardziej. Dlatego nie umiem niekiedy zrozumieć, że pomimo iż minęło sporo czasu od np: poślizgnięcia sie Stevena, w momencie kiedy kończy tak wielką karierę w Liverpoolu w Internecie jest pełną śmiesznych gifów i obrazków. Już nie pamiętają niektórzy kibice United jak strzelał Wam piękne gole? Nie pamiętają także kibice Arsenalu czy Chelsea i wielu innych klubów. Nie pamiętają nawet kibice reprezentacji Anglii, mimo iż Steven zrobił dla niej tyle dobrego. Sezon 2013/14 dostarczył kibicom pięknych i niezapomnianych emocji. To była kampania w której było wszystko. Wszystko co piękne również dla kibiców piłkarzy w czerwonych koszulkach z Livebirdem na piersi.  Tyle emocji i łez wylanych podczas tego sezonu nie pamiętam nigdy, cieszyłem się z klubem i smuciłem z piłkarzami czy sztabem szkoleniowym. 

Po co to piszę ? 

Chciałem tym artykułem pokazać, że kibicowanie nawet słabszemu klubowi daje wiele pięknych emocji. Piłka nożna to nie tylko zwycięstwa, nowe puchary w gablocie czy nowi piłkarze za wiele milionów. Piłka nożna to przede wszystkim gra która ma dostarczy emocji, wielcy są Ci kibice, którzy mimo porażki nadal są ze swoim klubem, a nie uciekają czy przestają się do niego przyznawać po przegrali w finale czy któryś mecz pod rząd. Czy pokazałem coś tym artykułem ? Tego nie wiem i nigdy się nie dowiem, chciałem tylko by czytający go mogli poczuć emocje. Emocje kibica, który nie zawsze święcił triumfy ze swoim klubem, lecz przetrwał też upokorzenia i słabe sezony by cieszyć się nawet z wicemistrzostwa i z 6 meczy w Lidze Mistrzów. Chciałbym więcej oczywiście, ale być może natenczas tylko tyle było mi dane zobaczyć. Nawołuje też do godnego pożegnania Stevena Gerrarda, myślę że wieloletni kapitan The Reds, mimo wszystko zasłużył na wyrazy uznania a nie prześmiewcze obrazki. W sumie na każdy obrazek ze ślizgającym się Gerrardem jest kilka goli, które zdobył przeciwko drużynom przeciwnym.

Bądźcie zawsze ze swoimi klubami, kibicujcie im i przenigdy nie odchodźcie do innej drużyny. Nigdy nie wiecie czy akurat poprzednia wasza ulubiona drużyna nie zagra sezonu życia a ta nowa, którą lubicie- najgorszego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz